Trzeci wybór wykonawcy w przetargu na modernizację trasy Rail Baltica Białystok – Ełk nie musi oznaczać bliskiego finału tej procedury. Cały czas możliwe są różne scenariusze.
PKP PLK po raz trzeci wybrały najkorzystniejszą ofertę w przetargu na modernizację trasy Rail Baltica Białystok – Ełk wartym ok. 5 mld zł. Tym razem jako najkorzystniejsze wskazane zostało konsorcjum firm: Track Tec Construction, Intop, Intop Warszawa, Unibep i Pomorskie Przedsiębiorstwo Mechaniczno-Torowe, którego oferta kosztuje 5,220 mld zł. Ten wybór poprzedziło unieważnienie dwóch wcześniejszych rozstrzygnięć. W pierwszym
na skutek odwołania do KIO wykluczone zostało konsorcjum Mirbudi i Torpolu z ceną 4,567 mld zł. Kluczowa okazała się kara środowiskowa warta 15 tys. zł nałożonej na Mirbud kilka lat temu przy realizacji inwestycji drogowej. Kara ta nie została przez wykonawcę ujawniona przy składaniu oferty. To – wskutek odwołania do KIO kolejnego wykonawcy – wykluczyło konsorcjum z udziałem tej firmy z przetargu. Mirbud złożył na to rozstrzygnięcie skargę do sądu.
PLK po decyzji KIO wybrała drugiego oferenta – konsorcjum Budimeksu i firmy Porr (4,978 mld zł). Na to rozstrzygniecie też wpłynęło odwołanie, które zostało uznane. Przed Izbą podniesiono zarzut nieuczciwej konkurencji w stosunku do Budimeksu, który pojawił się w przetargu na realizację inwestycji z obszaru energetyki. Drugi wykonawca również został wykluczony z przetargu.
Przetarg trwa
Teraz PKP PLK wybrała trzeciego wykonawcę, czyli konsorcjum na czele z firmą Trac Tec Construction. Kolejne rozstrzygnięcie przetargu to dobra informacja dla czekającego na wyrok sądu Mirbudu. Gdyby przetarg został unieważniony – a zamawiający brał pod uwagę unieważnienie z uwagi na ryzyko utraty środków unijnych – wyrok sądu niczego już by nie zmienił. – Nasza ewentualna wygrana w sądzie byłoby pyrrusowym zwycięstwem – przyznaje prezes Mirbudu, Jerzy Mirgos.
Wykonawca liczy, że korzystny wpływ na decyzję sądu mogą potencjalnie mieć nowe okoliczności. Niedawno
Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że skarga która legła u podstaw wykluczenia Mirbudu została na wykonawcę nałożona niesłusznie, a wykonawca nie był adresatem podnoszonych w niej zarzutów.
– W sądzie mamy dwie możliwości. Albo sąd oddali naszą skargę, albo w wariancie optymistycznym dla Mirbudu uzna ją za zasadną, unieważni wyrok KIO i przywróci nas do postępowania – mówi. Wówczas konsorcjum z najniższą ceną wróciłoby jako numer jedne i zostało ostatecznym wygranym w przetargu.
Kolejny wybór, kolejne odwołanie?Mirbud wraz ze skargą na wyrok KIO zwrócił się do sądu również z wnioskiem o powstrzymanie zamawiającego przed zawarciem umowy do czasu aż zapadnie wyrok. Sąd jeszcze nie podjął decyzji w sprawie zabezpieczenia roszczenia, ale teraz, jak mówi szef Mirbudu, nie jest to aż tak istotne. Wykonawca obawiał się, że umowa zostanie w krótkim czasie zawarta z drugim wykonawcą. W sytuacji, gdy również druga oferta jest nieważna, szanse na szybkie zakończenie postępowania, jego zdaniem, zmalały.
– Postępowanie będzie trwało jeszcze wiele tygodni, jeśli nie miesięcy – ocenia Jerzy Mirgos. Jak dodaje, nie spodziewa się, żeby po trzecim rozstrzygnięciu kolejny wykonawca „pozostał milczącym graczem” w tej sprawie.
Kolejne pod względem ceny jest konsorcjum Przedsiębiorstwa Usług Technicznych Intercor oraz Trakcji z ceną 5,546 mld zł. Ten oferent ma jeszcze czas na ewentualne oprotestowani e decyzji zamawiającego. Na razie jednoznacznie nie potwierdza, ale i nie zaprzecza, że skorzysta ze ścieżki odwoławczej. – Analizujemy dokumenty i będziemy podejmować decyzję – mówili przedstawiciele zarządu Trakcji, podczas konferencji prasowej w Warszawie.
Jeśli wpłynie odwołanie, o dalszych losach przetargu zdecyduje albo KIO, albo wyrok sądu.
Za dużo odwołań?
Ostatnio w branżowych dyskusjach często podnoszony jest problem zbyt licznych odwołań do KIO. Zwraca się m.in. uwagę na rosnącą liczbę odwołań, a co za tym idzie, coraz dłużej trwające procedury. Z zarzutami nasilenia się tego zjawiska nie zgadza się prezes Mirbudu. Zwraca uwagę, że od dawna każdy przetarg kończy się odwołaniem do KIO kolejnych firm ubiegających się o zlecenie, a odwołań jest więcej, bo więcej też jest przetargów na rynku. To, co w jego ocenie się zmieniło, to większa „zajadłość” w postępowaniu przed KIO. – Firmy odwołują się zwracają uwagę na coraz większe szczegóły – stwierdza Jerzy Mirgos.